poniedziałek, 17 czerwca 2019

KOMAR

Komar

Wszędzie o komarach, więc i u mnie będzie. Jeden, dwa, trzy, …trzydzieści sześć.  Tak, 36 ukąszeń komarów naliczyłam na mojej córce. Swoich nie liczę, bo rozdrapanie ( tak, tak chciałam użyć szlifierki, ale w porę się opanowałam)  i opuchnięcie zlewa się w jedna wielką rozdrapanoopuchliznowkurwiozę zaraźliwą. Od zawsze były na mojej liście (tuż za jedną znajomą z liceum) najbardziej irytujących i wkurzających krwiopijców, których ciężko się pozbyć. W tym roku ewolucja uszkodziła im bzyczenie  (komarom oczywiście, koleżankę zapewne nadal ewolucja omija), albo mi słuch – jeszcze to analizuję, ale stawiam, że trochę mniej bzyczą.


A teraz, aby uzmysłowić wam mój nastrój w ogródku pragnę przestawić kilka faktów:

300 m – tyle w linii prostej mamy do strumienia, rzeczki, strugi jak zwał tak zwał, na pewno nie pomaga

310 m – tyle w linii prostej mamy do lasu, który kocham miłością odwzajemnioną – zawsze lgnie do mnie wszystko latająco, pełzajaco, bzycząco, kleszczowo- komarowo- gryzące.


Tak więc od kilku dni nucąc sobie kawałki z ostatniej płyty Rammsteina, aby było raźniej, tańczę pogo na łące przed domem. Wyższości łąki nad „angielskim” trawniczkiem chyba nie muszę przedstawiać. Aby łąka ( u nas ma jakieś 200 m2)  była piękna należy ją od czasu do czasu skosić i kilka dni temu był ten moment, kiedy uznałam, iż pierwszego w tym roku koszenia łąki właśnie nastał czas. W niej na bank czają się one wszystkie. Kocanka piaskowa niestety nie zdążyła zakwitnąć L ale 36 ukąszeń na A. wystarczająco mnie przekonały. Zakwitła koniczyna, lawenda, więc tutaj następuje ten fragment tłumaczenia, aby ktoś mnie nie posądził o hipokryzję w ratowaniu pszczół i innych owadów ( poza komarami ;) ) Powracając do pogo to pobiłam swój rekord.  Myślałam, ze szaleństw z kina w rodzinnej miejscowości, kiedy to zwijano krzesła i sala kinowa stawała się wielką płytą, a na scenie grały Wybryki Natury nigdy nie pobiję. A energii wtedy miałam oj miałam, 9-11latki tak mają ;) Późniejsze pogotańce również zostały przyćmione.  Podsumowując jednym machnięciem ręki 5 komarów jednocześnie rozpoczęło imprezkę już po tej drugiej stronie :) To dało mi do myślenia, jak można to wykorzystać. Wiecie teraz moda na chwasty, wege freeganizm, zero waste, więc poniżej podaję przepis na klopsy z komarów.  (To chyba jednak niewegańskie danie, jak to jest z jedzeniem owadów ktoś wie?)

Przepis jest banalny, tylko 3 składniki: na szklankę suchej kaszy jaglanej dajemy kg przyprażonych na suchej patelni komarów,  wszystko łączymy z 2 łyżkami oleju kokosowego. Doprawiamy solą i pieprzem. Zwilżonymi dłońmi nadajemy kształt kuleczek wielkości orzecha włoskiego. Podajemy na zimno z dużą ilością trawy. Można zrobić do klopsików niewegański sos czosnkowy.

A tutaj: "Królowa pająków, bardzo jadowita" :)
Należy znać umiar w bieganiu z patelnią po wsi. Może to być niejednoznacznie zrozumiane. Szczególnie jeśli biegałoby się z tą patelnią tylko w wianku ze skoszonych łąkowych kwiatów:)

Ponadto dajmy jeść tez innym: ryby, jerzyki i nietoperki też je uwielbiają. Ostatnio tego ostatniego (tak celowo tak to napisałam) martwego znalazłam w salonie. Zawsze twierdziłam, że nas dom jest idealny na imprezki w halloweenowym stylu. Ponadto myślałam, że to nasz Piorun go załatwił, ale teraz skojarzyłam fakty. Przeżarł się skubany.

Sezon grillowy otwarty zatem pamiętajcie jeśli macie zamiar do nas wpaść należy zabrać ze sobą  5kg najtańszej kawy mielonej, firanke, trawę…cytrynową i leki na alergie najlepiej w czopku. Rozpalamy kawę, śmierdzi fajami, ale komary wstępnie uciekają. Te które przetrwają na bank odstraszy wianek z trawy cytrynowej, komarzycę już rozmnażam, wiec daję w gratisie. W razie „w” z firanki robimy kokon moskitierę z otworami na słomę i z otworem na wiadomo co😉  Na sam koniec fenistil w czopku i leki na alergie tak w razie czego, aby nie spuchnąć tak aby kokonfiranka się nie wrzynała w uda :)




Dziękuję zapraszam :)

 NTKD

Nie wyrażam zgody na kopiowanie treści i zdjęć, które są moją własnością i stanowią przedmiot prawa autorskiego.

poniedziałek, 13 maja 2019

5 lat A.







Obserwuję jak biegnie przez salę, a za nią trzech kolegów. Wpada całym impetem na schody i wspina się na najwyższą kondygnację drewnianego domku. Chłopaki za nią. Byłam z niej taka dumna!  Widziałam w niej przewodniczkę, odważną dziewczynkę, która wyrośnie na wspaniałą, silną kobietę prowadzącą mądrze swoją watahę.Jestem dumna do teraz. Będę dumna zawsze.





Jest niesamowicie zabawna, mądra, sprytna, czasami leniwa z elementami prokrastynacji (coś po tacie musiała odziedziczyć :) ). Kocham ją każdego dnia coraz mocniej i to się nie zmienia od 5 lat.  










Czas zapierdziela, ale wspomnienia, kiedy zobaczyłam ją pierwszy raz na szczęście nie zaciera. Pamiętam dokładnie ten dzień, to jak już byłyśmy tylko we dwie, już wszystko było takie spokojne i leżała obok mnie i patrzyłam na nią. Nie chciałam zasypiać, pomimo ogromnego zmęczenia ( joł joł rodziłam 24 godziny). Chciałam na Nią patrzeć i nie mogłam nadziwić się jaka jest cudowna. Po pięciu latach często jak zasypia patrzę na nią tak jak wtedy, totalnie zauroczona i szczęśliwa, że jest.


Dodaj napis


 A jak nie śpi to też jestem zauroczona, jestem dumna z jej działań, jestem dumna z niej samej. Jestem dumna, że jest SOBĄ! Wszystko co robię, robię teraz dla Niej.


ostatnio mega fanka komiksów


Kocham Cię moja 5letnia Córeczko!!!!
Zmieniłaś nasz świat i rób to dalej!!!!


Twoja MAMA

Ps. wpis spóźniony :)

Nie wyrażam zgody na kopiowanie treści i zdjęć, które są moją własnością i stanowią przedmiot prawa autorskiego.




piątek, 1 czerwca 2018

Majówka w górach 2018







Bardzo mocno potrzebowaliśmy wszyscy odskoczni od codzienności i naładowania baterii. 
Pamiętam jak Ł. zabrał mnie tam pierwszy raz.:) .... a teraz te same góry pierwszy raz zobaczyła nasza Córeczką.

Trochę ten wyjazd był formą prezentu urodzinowego dla 4latki, okrągłych ...tych urodzin Ł. oraz Dnia Mamy:) 

Przyznam się szczerze, że zrobiłam majówkę w górach trochę z premedytacją, aby latem jednak wyszło na moje i abyśmy pojechali smażyć dupska na plaży :)



Wyjazd gdziekolwiek z dzieckiem jest ekstremalny, a wyjazd w góry miałam wrażenie, że to już nie do przeskoczenia.

Ale zacznę od początku 6godzinna podróż autem trwała tak jak myślałam 11 godzin :) Ale podkreślę, że wyjazd był nam bardzo potrzebny.  W końcu to pasmo Beskidu Sądeckiego a nie Tajlandia czy inne Australie. Poza żmijami zygzakowatymi, wpadaniem w przepaść, porażeniem piorunem, atakiem przebudzonych po 20 latach zmutowanych kleszczo-niedzwiedzi nic nam nie grozi:)


Od tak około 10 dni przed wyjazdem byłam wyspecjalizowaną meteorolożką i klomatolożką, a jednocześnie czerpałam z wiedzy najstarszych górali, rodzimowierców i Indian posiłkując się (jednak) Internetem:) Ogólnie kilka dni przed wyjazdem chciałam odwoływać  rezerwację ze względu na nieustający w prognozach deszcz. Na miejscu okazało się, że ani płaszcze przeciwdeszczowe nie były potrzebne. Deszczu ani kropelki, kropeleczki, nic a nic, zero null .... PRZEZ CAŁY POBYT:) 
Normalnie mam szczęście, ale jak mawiał mój ojciec: " kto na jaki urlop zasłużył,  taki ma":).

  Dla Mamy E. też ten wyjazd był potrzebny- chyba najbardziej.

czasem warto zajrzeć tam gdzie nikt nie zagląda

Nie mogło zabraknąć obserwacji owadów:)



Wyjazd wyszedł wyjątkowo udany. Z przebojami z noclegami, ostatecznie wyszło lepiej niż planowaliśmy. Baterie naładowane. Karty zapełnione, wspomnienia utrwalone. A medal za wytrwałość w 12km marszu w górach otrzymuje A. Rządzi na maxa moja córka. Niosłam ją pod górę jedynie z 3 km:)













nowa miejscówka powaliła na kolana


mleczko z rana

Bo myślałam, że jak dam naklejki to będę mogła sobie pospać choćby do 7:00 :)
Wrzucam fotorelację z drobnym komentarzem, bez szczegółowych opisów i przewodników " krok po kroku jak kupić bilet".


Jaworzyna Krynicka

w drodze na Jaworzynę Krynicką

Mój woreczek żółciowy, którego nie mam musiał przetrzymać naszą tradycję z plackami ziemniaczanymi z gulaszem :)

Najpiękniejsza

Następnym razem zaliczę spływ Popradem

kozy nakarmione :)

10 zjazdów miał Ł.razem z A. - ja bym nie wsiadła do tej skarpety, na której się zjeżdżało. Parkowa Góra, Krynica
 Powroźnik:







cerkiew w Powroźniku







Diabollo






Dzieło A. - telefonem, bo aparat spadł w pierwszym dniu górowania i się roztrzaskał

cd. foto by A

cd. foto by A.

cd. foto by A.

Piwniczna Zdrój:
Najpyszniej tam było





Mofety rządzą - w potoku Złockiem



Stary Sącz:



tak jak patrzę na to zdjęcie to spobie podśpiewuję: Przybyli Ułani pod okienko oraz Halo to ja...

Dzyń dzyń

Tak jak do Klarysek w Starym Sączu nic nie mam, tak do Pana starszego przewodnika i osoby robiącej "muzeum" mam wiele uwag. Ale milczę....nawet było pomieszczenie z fotkami odwiedzin Wiadomo Kogo :)



Jaworzyna Krynicka po raz drugi:


Wspomnę jedynie, że po przyjeździe z majówki wygrałam konkurs- weekendowy pobyt w górach w hotelu, wiec jeszcze w tym roku zawitamy do naszego miejsca na końcu świata (tego Polskiego końca) : )

A. z góralem :)

Wielu fot nie mogę wstawić, ale liczę, że to co wstawiłam wystarczy, aby wybrać się w góry :)

Pozdrowionka  NTKD



Nie wyrażam zgody na kopiowanie treści i zdjęć, które są moją własnością i stanowią przedmiot prawa autorskiego.