poniedziałek, 18 stycznia 2016

Opowieść całkiem nietuzinkowa o stażystach miejskiego archiwisty



Opowieść całkiem nietuzinkowa o stażystach miejskiego archiwisty
Historia „oparta na faktach” : )

Na posadzce miejskiego archiwum widniały ślady. Tylko w  jednym przypadku były to typowe odciski stóp. Pozostałe dwa rodzaje były jeszcze niezidentyfikowane. Wszyscy czekali na traseologa.
-         No gdzie jest ten przeklęty specjalista ... ten no...od tych  śladów? – irytował się Dyrektor Wydziału Archiwów
-          Traseolog- podpowiedziała jego zaradna sekretarka
-         No przecież mówię! –czoło Dyrektora Wydziału Archiwów się zmarszczyło, a brwi nabrały groźnego wyrazu na styl: „głupia kobieto, skończyłaś studia, ale co ty wiesz o życiu, my to w PRL mieliśmy szkołę życia, jak śmiesz mnie po tych 15 fakultetach pouczać, zwykła sekretarko na pół etatu przysłana z Urzędu Przechowawcy Magistrów Humanistyki”
Czas rzeczywiście nie grał na ich korzyść, bo poza włamaniem do miejskiego archiwum, szambo z pobliskiej toalety zaczęło wylewać. Cuchnąca ciecz była już w połowie korytarza i istniała dość duża szansa, że przedrze się do archiwum i je zaleje. Tym razem nie martwiono się jednak, aż tak mocno o dokumenty leżące na podłodze (notabene położone tam przez super nieudolnego poprzedniego archiwistę). Troska skierowana była na te  pozostawione ślady, które mogły pomóc w rozwiązaniu sprawy. Włamania do archiwum i szamba jednakże nie łączono. I słusznie, bo to zupełny przypadek, a potwory zmutowane przecież nie istnieją.  Leki wylewane do miejskiej kanalizy połączone ze spłukanymi w toalecie niechcianymi chomikami, rybkami akwariowymi i innymi zwierzętami domowymi to przecież plotka! Prawda? 
-         Nieszczęścia chodzą parami – skwitował jeden z poruczników
-         Gówniana sprawa – zażartował młodszy sierżant, szukając akceptacji owego niezbyt udanego żartu w oczach porucznika, jednakże w jego stronę polecały jedynie pioruny
Ścieki zbliżały się nieubłaganie. W korytarzu po przeciwnej stronie archiwum tuż przy windzie pojawił się długo oczekiwany traseolog.  Miał na sobie długi skórzany płaszcz, okulary typu „niemiecki emeryt” i dość długą brodę, która w ostatnim czasie  w świece mody przestała być tak popularna i zmieniła przydomek z „drwala” na „dżihadystę”.  Miał też na sobie długie kalosze – zapewne przechodził tajne szkolenie z zakresu brodzenia w ściekach, więc wiedział jak się przygotować.
-         Gówniana sprawa – powitał wszystkich specjalista od śladów, zyskując przyjacielski uśmiech młodszego sierżanta
-         Witamy Pana... ten tego.. TRASOLOGA -  wykazał się nowo poznanym słowem Dyrektor Wydziału Archiwów
-         TrasEologa – zamruczała pod nosem sekretarka
-         Jesteśmy wdzięczni, że możemy z Panem współpracować, słyszałem o Panu w samych superlatywach, zapraszam zatem do mojego gabinetu, Pani Ania zrobi pyszną kawę i ...– Dyrektor w iście PRLowskim stylu zapraszał  specjalistę na pogaduszki i szemrane interesy
-         Co my tutaj mamy? – traseolog uciął i udał, że nie słyszy, puścił oko do sekretarki i od razu przeszedł do pracy i analizy śladów

                                                                              * * *
Raport traseologa

Zgromadzony materiał: ślady kół wózków inwalidzkich - dwa rodzaje; ślady stóp mężczyzny - jeden rodzaj; ślady stóp kobiety – jeden rodzaj  
Analiza nr 1: ślady wózka nr 1 wykazały, iż mężczyzna driftował jednym z wózków

Analiza nr 2: ślady wózka nr 2 wykazały, iż trenował z wózkiem biegi na 500 i 100 metrów

Analiza nr 3: ślady stóp kobiety urywają się w pewnym miejscu i przeistaczają się w ciągłą linię.

Analiza nr 4: ślady wózków i ciągniętej kobiety układają się w napis: „gender nas zeżre”
Wnioski: mężczyzna oraz dwie osoby na wózkach inwalidzkich związały, ogłuszyły i porwały archiwistę miejskiego

*   *   *

-         Ale dziś driftowaliśmy! 
-         Zupełnie jak taniec na lodzie
-         Szkoda, że kolców nie mieliśmy takich jak żużlowcy na lodzie
-         A wiecie, że z Torunia był chłopak w Idolu
-         A co on tam robił?
-         Tańczył na lodzie ha ha ha 

Cała czwórka zaczęła się gromko śmiać

*   *   *

Znali się krótko. Choć i tak po tym czasie można śmiało stwierdzić, że właśnie mijający czas przyczyniał się tylko do zawiązywania więzi koleżeństwa i sympatii. Aktorka, niezwykle wrażliwa, pięknooka z charakterem, Detektyw Glut Gumowe Ucho meloman Chuck Norris, komandos Kombat 56 facebooker, hamburger, bombolot i trener w jednym oraz archiwistka feministka w duszy anarchistka. To była drużyna. Drużyna dobra, współcześni, realni superbohaterowie, którzy knuli tajny plan uwolnienia świata od zła. Bo przecież dobro zawsze wygrywa. Musieli jednak przejść cykl szkoleń. Kombat trenował obieranie kiwi i ogórków. Pięknooka aktorka trenowała głos.  Detektyw Glut uczył się kaszleć na zawołanie, a archiwistka musiał popracować nad alergią i przestać kichać, albo przynajmniej robić to bez dubli.  Praca nad sobą wszystkim się spodobała. Musieli dbać o swoja kondycję fizyczną, aby sprawnie ratować świat, a Kombat dbał o to i codziennie pytał: „a węglowodany masz?”. 

*   *   *

W miejskim archiwum nadal cuchnęło szambem. Głównodowodzący akcją poszukiwawczą poszukiwał wskazówek, śladów, czegokolwiek, co mogłoby go przybliżyć do odnalezienia zakładnika, państwowego pracownika. Na podłodze leżał dowód w sprawie, samoprzylepna, żółta karteczka zapakowana w foliową folię ze struną. Taką samą jaką ma na każdym filmie FBI. Na kartce była notatka: „zakres czynności – klepanie trupów”, co jednak nie przyczyniło się do zbliżenia się perspektywy o rozwiązaniu zagadki zniknięcia archiwisty, a jedynie wprowadziło większy zamęt i strach o urzędnika. 

*   *   *

-         To co klepiemy trupy dalej?
-         Nie, jeszcze nie. Musimy przecież wymyślić sobie pseudonimy
-         PANTALEJMAN, ja chcę być PANTALEJMANEM – zakrzyknął radośnie Detektyw Glut
-         Eeee to takie ociupciane – odpowiedziała Aktorka
-         To może być też Bonsław, albo Nożownik
-         Nożownik przecież jest już zarezerwowany – przypominał Kombat- możesz być Prodigy albo Chopin, albo Żużu lub Figulec, a ja będę Robocop
-         O nieeee! On nie żyje! Muszą być żywi – dodała Aktorka, która przybrała sobie od razu pseudonim zgodny z zacięciem i charakterem – Putin
Kombat zatem poszedł na łatwiznę i przypomniał sobie wszystkie najstraszniejsze postaci jakie znał, aby wydawać się groźniejszym i tak też oto przyjął pseudonim Kobrokleszcz.
Archiwistka się przysłuchiwała.  
 
                                          *   *   *

O północy gwiazdy spadały, każdy był oczarowany. Goliat taki duży, a on taki mały i podbił mu gały”. Oko węża, fosa- szosa, a ja jestem jak ta osa. Zaklęcie pierwsze zostało wypowiedziane.
Nietoperze nad jeziorem, mielą swym ozorem. Kumpel trumpel, „że słodkie” o nich rzekł i wcale nie uciekł. Cukier, lukier, cukru garść, nietoperek lubi ze strychu spaść.- zaklęcie drugie zostało wypowiedziane.

-         Cukier- powiedział ni z gruchy ni z pietruchy Detektyw Glut
-         Co cukier? – dopytała Aktorka
-         Jak cukier słodkie[te nietoperze] – oblizał się z ze smakiem Detektyw Glut i powrócił do klepania trupa.      

*   *   *
W gabinecie u Dyrektora Wydziału Archiwów siedział głównodowodzący akcją. Na stole policyjny fotograf zostawił grubą teczkę ze zdjęciami.
-         Znaleźliśmy ich – powiedział głównodowodzący wyciągając rękę w stronę teczki ze zdjęciami
-         Proszę nie pokazywać – zareagował szybko Dyrektor- mam..., znaczy się..., ja się... no boję się widoku krwi
-          Spokojnie, nikt mocno nie ucierpiał, ale musi Pan to zobaczyć
Zdjęcia były wykonane dość szczegółowo. Do ostatniego regału w archiwum miejskim, w najciemniejszym miejscu, w najbardziej zakurzonym i zapomnianym przywiązana była archiwistka. Obok niej dwa wózki inwalidzkie. Na jednym z nich siedział mężczyzna, na drugim kobieta. Zdjęcie ukazywało wiele szczegółów. Policyjny fotograf musiał się wykazać w makro fotografii.
-         Węzły musiał wykonać ktoś przeszkolony. Jak byłem w wojsku uczono nas takich węzłów- powiedział dumnie analizujący zdjęcia Dyrektor Wydziału Archiwów.
-         Albo z facebooka albo z youtuba ściągnął tutorial – uśmiechnął się głównodowodzący.
Na ostatnim zdjęciu było zbliżenie karteczki doczepionej do wózków.

„Niepełnosprawność to tylko stan umysłu, jesteśmy wolni, czujemy tak jak Ty, słuchamy tak jak Ty, oddychamy tym samym powietrzem, JESTEŚMY!”


*   *   *
rok 2056
-         A pamiętacie jak zrobiliśmy ten numer z porwaniem archiwisty- zaśmiał się Kombat
-         Super było! – potwierdził Detektyw Glut
-         Przesłuchiwali mnie trzy dni, torturowali, ale nie chcieli słuchać, że to taki happening tylko – wspominał Kombat
-         W raporcie czytałam, że uznali, że to Aktorka i Detektyw Glut byli głównodowodzącymi akcją – dlatego Cię wypuścili po tych trzech dniach- wpisując pod twoimi danymi – syndrom sztokholmski – dopowiedziała archiwistka
-         Ale nieźle zagrałam, ten płacz, te łzy jak nas uratowali- zaśmiała się ironicznie Aktorka
-         Ja nawet próbowałem kaszleć, ale uznali, że się duszę, więc przestałem – powiedział Detektyw Glut
-         A Ty Kombat to mogłeś już sobie darować te hasła typu: „Z rana pachnę jeszcze świeżą kulką”  - uznali, że z rana strzelasz, nikt nie pomyślał przecież o intensywności pachy i antyperspirancie
-         A ten dowód, żółta karteczka, moja notatka do wykminiania pisma- ha ha ha zaśmiała się archiwistka
-         Jak to ewidencjonowanie dowodów osób zmarłych można sobie fajnie pod zbrodnie podporządkować – skwitowała Aktorka

*   *   *

Dziękuję Wam za umilanie czasu w pracy, za rozmowy i ciszę, za powera w codziennym działaniu, za słowa „codziennie dostaję wewnętrznej radości, że tu przychodzę”, za wyłączenie ze słownika słowa „ale”, za wzruszenia i plotki miłosne i za wiele, wiele innych spraw. To był super czas- DZIĘKUJĘ. 


Nie wyrażam zgody na kopiowanie zdjęć oraz treści, które są moją własnością i stanowią przedmiot prawa autorskiego.




1 komentarz: